Putin: Bóg stworzył nas równymi

Polska defilada

Poniżej zamieszczamy tłumaczenie artykułu Władimira Putina dla dziennika „New York Times” w tłumaczeniu Adama Śmiecha. Pomimo wielkiego rozgłosu media w Polsce nie przekazały opinii publicznej polskiej wersji tego tekstu. Oto artykuł prezydenta Rosji:

 *****

Ostatnie wydarzenia związane z Syrią skłoniły mnie do bezpośredniego zwrócenia się do Amerykanów i ich przywódców politycznych. To ważne, aby czynić tak zwłaszcza wówczas, kiedy komunikacja pomiędzy naszymi społeczeństwami jest niewystarczająca. Relacje między nami przechodziły przez różne etapy. Staliśmy naprzeciw siebie podczas zimnej wojny. Ale byliśmy też niegdyś sprzymierzeńcami i wspólnie pokonaliśmy Nazistów. Powszechna organizacja międzynarodowa – Organizacja Narodów Zjednoczonych – została wówczas utworzona, aby zapobiec podobnemu spustoszeniu w przyszłości.

Założyciele Organizacji Narodów Zjednoczonych rozumieli, że decyzje skutkujące wojną lub pokojem powinny zapadać jedynie w drodze consensusu i, za zgodą Ameryki, weto stałych członków Rady Bezpieczeństwa zostało zapisane w Karcie Narodów Zjednoczonych. Głęboka mądrość tego postanowienia była fundamentem stabilności stosunków międzynarodowych na przestrzeni dekad.  Nikt nie pragnie, żeby Organizacja Narodów Zjednoczonych podzieliła los Ligi Narodów, która upadła, ponieważ zabrakło jej realnej siły. Tak się może stać w sytuacji, kiedy wpływowe kraje pomijają Organizację Narodów Zjednoczonych i podejmują działania zbrojne bez upoważnienia Rady Bezpieczeństwa.

Potencjalne uderzenie Stanów Zjednoczonych na Syrię, pomimo silnego sprzeciwu wielu krajów oraz głównych przywódców politycznych i religijnych, włączając papieża, skutkować będzie większą liczbą niewinnych ofiar i eskalacją konfliktu, jego możliwym rozprzestrzenieniem daleko poza granice Syrii. Atak powiększyłby jedynie przemoc i rozpętał nową falę terroryzmu. To mogłoby podkopać wielostronne wysiłki zmierzające do rozwiązania irańskiego problemu nuklearnego, konfliktu izraelsko-palestyńskiego a w dalszej kolejności, zdestabilizować Bliski Wschód i Afrykę Północną. To z kolei mogłoby wytrącić z równowagi cały system prawa i porządku międzynarodowego.

Syria nie doświadcza bitwy o demokrację, ale konfliktu zbrojnego pomiędzy rządem a opozycją w wielowyznaniowym kraju. Niewielu jest koryfeuszy demokracji w Syrii. Ale jest wystarczająco wielu bojowników Al-Kaidy oraz ekstremistów różnej maści walczących z rządem. Departament Stanu Stanów Zjednoczonych uznał Al Nusra Front i Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie, walczące [przeciwko rządowi] razem z opozycją, za organizacje terrorystyczne. Ten wewnętrzny konflikt, podsycany przez dostarczanie zagranicznej broni opozycji, jest jednym z najkrwawszych na świecie.

Walczący tam najemnicy z krajów arabskich, jak i setki bojowników z krajów zachodnich a nawet z Rosji, są przedmiotem naszej głębokiej troski. Czy nie powrócą oni do naszych krajów z doświadczeniem nabytym w Syrii? Przecież, po walce w Libii, ekstremiści przenieśli się do Mali. To zagrożenie dla nas wszystkich.

Od samego początku Rosja popierała pokojowy dialog umożliwiający Syryjczykom wypracowanie kompromisowego planu dotyczącego ich własnej przyszłości. Nie chronimy syryjskiego rządu, ale prawo międzynarodowe. Potrzebujemy Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych i wierzymy, że zachowanie prawa i porządku w dzisiejszym złożonym i niespokojnym świecie jest jednym z niewielu istniejących sposobów na powstrzymanie stosunków międzynarodowych od popadnięcia w chaos. Prawo wciąż pozostaje prawem i musimy się do niego stosować niezależnie od tego, czy je lubimy czy nie. Współczesne prawo międzynarodowe stanowi, że użycie siły jest dozwolone tylko w obronie własnej, bądź na mocy decyzji Rady Bezpieczeństwa. Użycie jej w jakikolwiek inny sposób jest niedopuszczalne na gruncie Karty Narodów Zjednoczonych i stanowiłoby akt agresji.

Nikt nie wątpi, że gaz trujący został użyty w Syrii. Ale mamy wszelkie powody, aby przypuszczać, że nie został użyty przez syryjską armię, ale przez siły opozycji, żeby sprowokować interwencję ich potężnych zagranicznych protektorów, którzy stanęliby w ten sposób po stronie fundamentalistów. Raporty mówiące, że bojownicy przygotowują inny atak – tym razem przeciw Izraelowi – nie mogą być zignorowane. To zatrważające, że interwencja wojskowa w wewnętrzne konflikty obcych krajów stała się normą dla Stanów Zjednoczonych. Czy Ameryka ma w tym długofalowy interes? Wątpię. Miliony ludzi na całym świecie coraz częściej postrzegają Amerykę nie jako modelową demokrację, ale jako państwo polegające wyłącznie na brutalnej sile, sklecające koalicje pod hasłem „kto nie z nami, ten przeciwko nam”.

Ale siła okazała się nieefektywna i chybiona. Afganistan się chwieje i nikt nie może powiedzieć co się wydarzy po wycofaniu sił międzynarodowych. Libia jest podzielona na plemiona i klany. W Iraku trwa wojna domowa, z tuzinami zabitych każdego dnia. W Stanach Zjednoczonych wielu [ludzi] widzi analogię pomiędzy Irakiem a Syrią i pyta, dlaczego ich rząd chciałby powtórzyć tamte błędy. Bez względu na to jak precyzyjne będą uderzenia albo jak wyrafinowane bronie, cywilne ofiary są nieuniknione, włączając starszych i dzieci, których w założeniu atak miałby ochronić.

Świat reaguje [na to] pytaniem: jeśli nie możesz liczyć się na prawo międzynarodowe, wtedy musisz znaleźć inne sposoby by zapewnić sobie bezpieczeństwo. Stąd rosnąca liczba krajów usiłujących zdobyć broń masowej zagłady. To jest logiczne: jeśli będziesz mieć bombę, nikt cię nie ruszy. Mówimy wciąż o potrzebie poszerzenia nierozprzestrzeniania [broni masowej zagłady], tymczasem w rzeczywistości proces ten ulega erozji.

Musimy zaprzestać używania języka siły i powrócić na drogę cywilizowanego, dyplomatycznego rozstrzygnięcia politycznego. Nowa okazja do uniknięcia działania wojskowego pojawiła się w ostatnich kilku dniach. Stany Zjednoczone, Rosja i wszyscy członkowie społeczności międzynarodowej muszą wykorzystać gotowość syryjskiego rządu do objęcia jego arsenału chemicznego międzynarodową kontrolą celem jego późniejszego zniszczenia. Sądząc z oświadczeń Prezydenta Obamy Stany Zjednoczone widzą to [rozwiązanie] jako alternatywę dla akcji zbrojnej.

Z zadowoleniem przyjmuję zainteresowanie prezydenta kontynuowaniem dialogu z Rosją na temat Syrii. Musimy pracować razem, by utrzymać tę nadzieję przy życiu, jak zgodziliśmy się co do tego na spotkaniu grupy G8 w Lough Erne w Irlandii Północnej  w czerwcu, i skierować dyskusję ponownie ku negocjacjom.

Jeśli potrafimy uniknąć [użycia] siły przeciw Syrii, polepszy to atmosferę
w stosunkach międzynarodowych i wzmocni wzajemne zaufanie. To będzie nasz wspólny sukces, nadto, otworzy drzwi do współpracy w innych trudnych kwestiach.

Moje robocze i osobiste stosunki z Prezydentem Obamą cechuje rosnące wzajemne zaufanie. Doceniam to. Uważnie studiowałem jego wtorkowe orędzie do narodu. I raczej nie zgodziłbym się z uwagą jaką poczynił na temat amerykańskiej wyjątkowości, stwierdzając, że to polityka Stanów Zjednoczonych jest tym, „co czyni Amerykę inną. To właśnie czyni nas wyjątkowymi”. Jest czymś wyjątkowo niebezpiecznym zachęcać ludzi do tego, by zaczęli uważać się za wyjątkowych, bez względu na uzasadnienie. Są duże kraje i małe kraje, bogate i biedne, te z długą tradycją demokratyczną i te wciąż szukające własnej drogi do demokracji. Także ich polityki się różnią. Wszyscy jesteśmy różni, ale kiedy prosimy o Boże błogosławieństwo, nie wolno nam zapominać, że Bóg stworzył nas równymi.

Władimir W. Putin

 New York Times, 11.09.2013

tłum. Adam Śmiech

http://sol.myslpolska.pl/2013/09/putin-bog-stworzyl-nas-rownymi/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s