O trwałości Kościoła katolickiego

żydowska kpina z krzyżowej śmierci Chrystusa

„DZISIEJSZYCH ŻYDÓW PIEKIELNA ROBOTA NIE ZDOŁA OBALIĆ I ZNIWECZYĆ DZIEŁA BOŻEGO, USUNĄĆ ZE ŚWIATA TEJ CUDOWNEJ BUDOWY, SPOCZYWAJĄCEJ NA NIEWZRUSZONEJ OPOCE: BRAMY PIEKIELNE NIE PRZEMOGĄ KOŚCIOŁA” – „GODNOŚĆ PIOTRA NIE GINIE W NIEGODNYM DZIEDZICU”!!!

 

„A ja tobie powiadam, iżeś ty jest opoka; a na tej opoce zbuduję Kościół mój; a bramy piekielne nie zwyciężą go „. Mt. 16, 18.

Gdy św. Piotr w imieniu Apostołów wyznał wiarę w Chrystusa Pana jako Boga, wtedy Zbawiciel świata dał mu obietnicę, że go uczyni opoką Kościoła, której żadne potęgi ziemskie i piekielne nie zdołają obalić.

Nad pięknym jeziorem Genazaret po zmartwychwstaniu swoim Boski Mistrz spełnił obietnicę daną, w ręce Piotra i jego następców, biskupów rzymskich, włożył klucze królestwa niebieskiego. Zapewniwszy się o miłości księcia apostolskiego ku sobie trzechkrotnym pytaniem: Szymonie Janów miłujesz mnie? Kazał mu paść owce i baranki swoje czyli wszystkich wiernych i ich przełożonych duchownych czyli biskupów i kapłanów (2).

Nie bez głębszej myśli włożył Chrystus nad jeziorem tyberiadzkim czyli Genezaret klucze królestwa swego w ręce Piotrowe. Ono bowiem było świadkiem wielkiego cudu. Płynęła niegdyś po jego wodach łódź Piotra rybaka, a w niej znajdowali się uczniowie Chrystusa i On sam pośród nich. Na łódź uderzyły wichry i fale wzburzanych wód, niebo pokryło się chmurami i zdawało się, że łódź lada chwila zatonie. Strwożeni uczniowie wołali do swego Mistrza, który zasnął ze znużenia, aby powstał i ratował ich od niechybnej zguby. Jezus Chrystus obudził się i aktem swej wszechmocnej woli uspokoił od razu wichry i nawałnice, zachował łódkę od toni wodnych.

Kościół nasz św. płynie jako łódź po morzu świata; zrywają się burze od czasu do czasu, kołatają statkiem i może się wydawać, że go zniszczą, obalą, zatopią. Nieraz małoduszni tracą nadzieję, zda się im, że już nie ma ratunku. Tymczasem, kiedy niebezpieczeństwo doszło szczytu, niewidzialny Sternik łodzi Piotrowej, Kościoła świętego, Jezus Chrystus ucisza burzę i sprawdzają się w dziejach świata ustawicznie słowa Chrystusa: „Ty jesteś opoką, a na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie zwyciężą go”. Złość ludzka, potęga ziemska i całe piekło nie potrafi zadać kłamu słowom Chrystusowym.

W obecnym roku, z woli Stolicy Apostolskiej, obchodzimy radosną pamiątkę, jak Matka nasza duchowna, nieskalana Oblubienica Jezusa Chrystusa, Kościół św. wyszedł z katakumb z tryumfem przed szesnastu wiekami po strasznych prześladowaniach trzechwiekowych na mocy edyktu Konstantyna Wielkiego, wydanego w Mediolanie 313 roku po odniesieniu zwycięstwa nad tyranem Meksencjuszem koło Rzymu.

Miłościwie nam panujący Namiestnik Chrystusowy, Pius X, który w rękach swoich dzierży klucze niewyczerpanego skarbca zasług Jezusa Chrystusa, Matki Najświętszej i Świętych Pańskich, jako łaskawy szafarz otwiera ten skarbiec, ogłaszając odpust zupełny, aby ten obchód przyczynił się do chwały Bożej i pożytku dusz, Krwią Jezusa Chrystusa odkupionych. Godzi się, abyśmy tak radosną pamiątkę kościelną uroczystym obchodzili nabożeństwem. A ja ku zbudowaniu waszemu przemówię o niespożytej trwałości tego Kościoła na podstawie faktów historycznych. Oby z tego rozważania spotęgowała się w sercach naszych miłość i przywiązanie do tej Oblubienicy Chrystusowej i jej Głowy widzialnej na ziemi, którą jest każdorazowy Papież w Rzymie.

I. Doświadczenie dziewiętnastu wieków uczy nas, że Kościół zbudowany na niewzruszonej opoce. Zwyciężył bowiem wszystkich wrogów, którzy go obalić usiłowali, widział ich upadek i doczeka się zguby tych, którzy w przyszłości pokuszą się o jego zburzenie. Jakież to burze przechodziła ta łódź Piotrowa, jakich wrogów miał Kościół święty, rzymsko-katolicki, których zwyciężył?

Na czoło wysunęli się żydzi, których Chrystus nazywał faryzeuszami i obłudnikami; oni się sprzeciwiali Duchowi Świętemu, podstrzegali Pana Jezusa, nienawidzili prawdy. Nie spoczęli, dopóki Go nie zaprowadzili na Kalwarię. Wszelką broń uważali za godziwą, aby tylko zwalczać odwieczną Prawdę; posługiwali się w tym celu kłamstwem, oszczerstwem, przekupstwem, bluźnierstwem, hipokryzją. Woleli patrzeć na bezkarnie wypuszczonego zbrodniarza, niż na Boskiego Mistrza, domagali się za wszelką cenę Jego śmierci i Krew Jego spadła na nich i potomstwo ich. Żydzi też byli wrogami zaciekłymi młodziutkiego Kościoła po wniebowstąpieniu i zesłaniu Ducha Świętego, oni, jak mówią Dzieje Apostolskie, wzniecili przeciw Uczniom Jezusa Chrystusa krwawe prześladowanie, ścigali ich, biczowali, wyrzucali z bożnic, wodzili po trybunałach, zakazywali wspominać imię Jego, kamienowali i starali się ich wygładzić z powierzchni ziemi jakby zarazę.

W późniejszych czasach zawsze stawali w pierwszych szeregach przeciwko Kościołowi, podawali rękę jego wrogom. I dzisiaj uderzają na Chrystusa i Jego Kościół w prasie; w związkach socjalistycznych i masońskich oni rej wodzą.

Ale jak prześladowca Szaweł słyszał koło Damaszku głos: „Trudno tobie przeciwko ościeniowi wierzgać” (3), tak i dzisiejszych żydów piekielna robota nie zdoła obalić i zniweczyć dzieła Bożego, usunąć ze świata tej cudownej budowy, spoczywającej na niewzruszonej opoce: bramy piekielne nie przemogą Kościoła. W dziejach świata ciągle z ich ust rozlegać się będą te namiętne i zaciekłe słowa: Ukrzyżuj go. Przepowiednia Chrystusa spełnić się musi; nie pomoże tu żadna potęga; złość i przebiegłość ludzka Kościoła nie zniszczy.

Oprócz żydów miał Kościół innych wrogów i mieć ich będzie zawsze. Są nimi poganie. Wiemy, że przez pierwsze trzy wieki lała się ustawicznie krew wyznawców Chrystusowych; kaci nieraz osłabli przy spełnianiu krwiożerczych wyroków, wysiliła się potęga cesarzy rzymskich, aby wygładzić chrześcijan z powierzchni ziemi. Cieszono się i bito medale pamiątkowe po rzekomym wytępieniu imienia chrześcijańskiego. Zniknęli tyrani, jak obłok ginie, a Kościół zbudowany na skale stoi i stać będzie do końca wieków. Ze zwalonych pałaców Dioklecjana katolicy budowali później świątynie i katedry katolickie; od edyktu mediolańskiego Kościół idzie dalej zwycięsko w świat, aby go podnieść, przerobić, pociągnąć do Chrystusa Ukrzyżowanego. Chrystus zelżony, odrzucony, z krzyża panuje i czyni ciągłe podboje i sprawdzają się Jego słowa: „Gdy będę podwyższony od ziemi, wszystko ku sobie pociągnę” (4). Potęga rzymskich cesarzy nie zdołała zgnieść prawdy i cofnęła się w bezsilnej zaciekłości od niewzruszonej opoki Piotrowej, jak morze się cofa gniewne, od nadbrzeżnej skały odbite.

W dziejach świata widzimy od czasu do czasu podobne do rzymskich wysiłki przeciwko Chrystusowi i Jego Królestwu duchowemu na ziemi. Raz w Chinach, to znowu w Japonii, Indiach, pod berłem półksiężyca i krajach misyjnych zrywa się burza, leje się krew wyznawców Chrystusa. Łódka Piotrowa wśród ustawicznych burz płynie po falach świata i zaginąć nie może, bo czuwa nad nią Jezus Chrystus, bo steruje nią Duch Święty.

Nie tylko władza i potęga ziemska, ale i rozum ludzki wysilał się i wysila, aby obalić Objawienie Boże.

Kiedy w rozległym cesarstwie rzymskim przelewano krew chrześcijańską, równocześnie pogańscy uczeni starali się podkopać wiarę w Chrystusa pismami. Jedni ośmieszali naukę Jezusa, inni wyszukiwali w niej sprzeczności; to znowu przerabiali bajki politeizmu, pod wpływem Ewangelii idealizowali swych mędrców i chcieli wykazać, że oni przewyższali Chrystusa i piękniejsze od Niego wygłaszali nauki. W pismach tych widać naśladowanie, małpowanie chrześcijaństwa.

Nasi obrońcy i filozofowie toczyli szermierkę naukową i zwyciężali na polu duchowym ratujące się od ostatniej zagłady pogaństwo. Zwycięstwo Kościoła i w tej dziedzinie było świetne i wspaniałe. Jak miecz cesarzy nie zdołał stłumić, powstrzymać postępów wiary, tak samo i rozum ludzki musiał ustąpić przed prawdą niebieską.

Filozofia i w późniejszych czasach występowała i występuje przeciw Kościołowi, ale nie zdołała i nigdy nie zdoła obalić prawd Bożych. Ileż to nie wymyślono systemów w nowszych czasach, przeciwnych Objawieniu, a wszystkie zbankrutowały, prawda zaś Boża trwa na wieki! Materializm, racjonalizm, panteizm, modernizm i wszelkie inne błędy same sobie grób kopią, a krzyż tryumfuje. Wielom nie podobał się rzymski katolicyzm z hierarchią na czele; chcieli demokratyzować czyli raczej obalić chrześcijaństwo tacy marzyciele chorobliwi, jak Towiański i jego nowsi zwolennicy, ale nic nie zdziałali, bo Kościół na skale zbudowany. To znowu usiłowali na miejsce etyki Chrystusowej zaprowadzić swoją własną, niezależną od Kościoła i znowu się pokazało, że ta ich moralność nikogo nie podniosła, nie zbudowała, że się nią bawiono chwilowo i jako zabawkę wnet porzucono, podobnie jak się bawili ludzie nowym językiem wszechświatowym, robili wrzawę wielką, a potem rzucili tę zabawkę między zużyte rupiecie. Prawda zaś Pańska trwa na wieki. (Veritas Domini manet in aeternum) (5).

Chrystus i Jego Kościół miał wrogów wpośród domowników swoich. Zgubiliby go byli sami wyrodni chrześcijanie, gdyby był dziełem ludzkim, a nie Bożym. Wystarczy pobieżny rzut oka na dzieje Kościoła, aby się przekonać o tej prawdzie. Jakie to burze wzniecili w starożytności chrześcijańskiej tacy Donatyści, Arianie, Monofizyci, a później schizmatycy wschodni, luteranie! Oparci o władzę świecką, pracowali nad obaleniem cudownego drzewa Kościoła, ale oberwali tylko gałązki i konary uschłe, a skały Piotrowej ruszyć nie mogli. „Bramy piekielne nie przemogą go”; o skałę Piotrową rozbili sobie głowę tacy mocarze, jak Hohenstaufowie, Józef II, Napoleon Wielki. A przecież ci heretycy przyznawali się do chrześcijaństwa, podobnie jak i wzmiankowani władcy ziemscy.

Nowe i niemądre sekty takich Mariawitów w Królestwie Polskiem, Hodurowszczyków w Ameryce, Spirytystów na Śląsku są robotą daremną, robotą oprawców pod krzyżem na Golgocie, którzy nie potrafią całodzianej sukni Chrystusowej podrzeć. Zwycięży krzyż Chrystusowy, skała Piotrowa nie zachwieje się i nie upadnie, bo czuwa nad nią wszechmoc Boża.

Najgłębsze rany Kościołowi zadali jego domownicy, o których mówi w osobie Dawida króla sam Zbawiciel świata: „By mi był złorzeczył nieprzyjaciel mój, wżdy bym był wytrwał. I by był ten, który mię nienawidził, przeciwko mnie wielkie rzeczy mówił, snadź bym się był skrył przed nim. Ale ty człowiecze jednomyślny, wodzu mój i znajomy mój, któryś pospołu ze mną jadał słodkie pokarmy, w domu Bożym chodziliśmy w zgodzie” (6).

Tymi domownikami bywali źli duchowni i katolicy z imienia tylko. Źli duchowni piastowali często różne godności i urzędy kościelne. Na Stolicy Piotrowej tylko kilku było niegodnych, bo innych niesłusznie szkalowano. Do tej maleńkiej liczby trzeba zastosować słowa św. Leona Wielkiego: „Godność Piotra nie ginie w niegodnym dziedzicu” (7). Judaszów stosunkowo niewielu wykazuje historia kościelna na liczne szeregi kleru świeckiego i zakonnego.

Objawia się w tym przedziwna mądrość Boża, że Kościół nie ginie, choć od czasu do czasu zdarzą się niepowołani biskupi, że bywają źli katolicy. Doświadczenie uczy, że państwa świeckie kwitną i rozwijają się przez rządy dobre, przez dzielnych obywateli. A przeciwnie upadają, gdy panujący są złymi, gdy poddani są egoistami, gdy nie odznaczają się miłością Ojczyzny, gdy hołdują występkom.

Przeciwnie Kościół stoi niezachwianie i niewzruszenie, choć miewa niekiedy złych domowników. Zdarzyło się to i u nas w Częstochowie i boleśnie zakrwawiło serce wiernych synów Kościoła, kiedy zakonnik prowadził życie niemoralne, kradł ofiary kościelne, a w końcu dopuścił się zabójstwa. Upadek dobrego najgorszy. Dobrobyt i nieczynność bywają złymi doradcami i zadają najboleśniejsze rany nieraz i stanowi duchownemu. Słusznie żali się w osobie proroka Chrystus na złych domowników, na wodzów i znajomych, którzy pospołu z Nim słodkie jadali pokarmy, przypuszczeni do udziału w rządzie, do stołu hojnych łask Bożych, a przecież Go zdradzali i życiem nieodpowiednim uwłaczali Mu i złorzeczyli.

II. Widzimy, jak Kościół licznych i groźnych miewał i miewa przeciwników. Ale upaść nie może. Tę trwałość podziwiają nawet ludzie, którzy nie należą do jego obozu. To pobudzało uczonych, że stawali się jego dziećmi. Świeżo nawrócił się np. do wiary rzymsko-katolickiej Albert Ruville, protestant, profesor historii w Halli nad Salą. Sam się przyznaje, że trwałość Stolicy Biskupów rzymskich zrobiła na nim głębokie wrażenie i stała się jednym z najważniejszych powodów jego przejścia na łono Kościoła katolickiego (8).

Olśnieni jego pięknością i niespożytą trwałością, przechodzili do jego szeregów najznakomitsi ludzie, że wspomnę Krystynę, królowę szwedzką, córkę Gustawa Adolfa, która porzuciła koronę dobrowolnie, aby mogła zostać katoliczką. Niemniej znamienity pisarz hr. Fryderyk Stolberg dlatego samego złożył wysoki urząd i został dzieckiem Kościoła rzymsko-katolickiego.

Z tego rozważania powinna w sercach waszych rodzić się wdzięczność ku Bogu, że należymy do prawdziwego Kościoła. Bądźmy przywiązani do tej nieomylnej Stolicy Piotrowej i powtarzajmy za św. Hieronimem słowa, wyrzeczone do Papieża Damazego: „Wiem, że na Piotrze jako na opoce zbudowany jest Kościół Chrystusa. Do Piotra powiedział Chrystus: Ty jesteś opoką. Gdzie więc Piotr, tam Kościół, a gdzie Kościół, tam nie ma śmierci”.

Podobne wyznanie wiary składa Hipolit, kapłan rzymski, który przez jakiś czas żył w odszczepieństwie. Błąd swój wynagradza śmiercią męczeńską w Sardynii 235 roku. Przed ścięciem odezwał się do uczniów: Ten Kościół jedynie jest Chrystusowy i prawdziwy, który z katedrą Piotra zostaje w łączności.

Niestety, w narodzie naszym, słynącym niegdyś z przywiązania do Kościoła i Stolicy Piotrowej, słyszeć można z ust niejednego zdanie, że można być katolikiem, choć się uderza na papieża, biskupów i duchownych, choć się krytykuje ich odezwy i pomiata ich przestrogami i radami ojcowskimi. Nawet wśród ludu jego rzekomi przyjaciele i samozwańczy wodzowie rzucają podobne zdania i powoli chcą go oderwać od wiary, podkopując najpierw powagę biskupów i duchowieństwa.

Obudź się ludu i nie pozwól się prowadzić na manowce tym narzuconym wodzom. Pamiętaj, że tam jest Kościół i wiara prawdziwa, gdzie papieże, biskupi i kler katolicki.

Jeżeliby gdzieś zdarzyły się nadużycia w Kościele nauczającym i rządzącym, to nie politycy mają je sądzić, ale każdy duchowny podlega sądowi swego przełożonego. Nad upadkami rzeczywistymi ojca dobry syn boleje, modli się zań, ale go nie poniewiera. Tak i nam czynić wypada i zarazem pamiętać, że Chrystus z najgorszych objawów złego umie dobre wyprowadzić skutki, że On niewidzialnie, mądrze i opatrznie kieruje Kościołem, który jest Jego królestwem. Dopuszcza na niego burze niekiedy, ale te burze i zawieruchy przyczyniają się tylko do jego wzmocnienia i okazują, że jest na skale zbudowany. Św. Ignacy, założyciel zakonu Jezuitów, prosił Boga, aby czasami na jego synów duchownych zsyłał prześladowania, a przez to utrzymają się na wysokości swego powołania. To samo w szerszym zakresie można powiedzieć o Kościele. Każdy z nas niech się trzyma i czuwa przy łasce Bożej, aby nie upadł i nie przyniósł wstydu swej Matce, Kościołowi.

A kiedy w tym roku przypominamy sobie wesoły fakt w dziejach jego, fakt wolności i swobody i kiedy z hojności Stolicy Świętej możemy dostąpić odpustu jubileuszowego, garnijmy się chętnie, w duchu pokuty, do zdrojów niebieskich, korzystajmy z otwartego skarbca łask, módlmy się o podwyższenie tej Matki i Namiestnika Chrystusowego na ziemi, o ustąpienie herezji i odszczepieństw, o pokój między książętami i narodami chrześcijańskimi.

Kiedy widział bezbożny Wolter, jak w czasie jubileuszu 1775 r. katolicy gorliwie pokutowali, odezwał się do swoich przyjaciół: „Jeszcze jeden taki jubileusz, a przepadła nasza robota”.

Korzystajmy z odpustu tak, jak korzystali dawniej Polacy. Nasz pisarz (I. Chodźko w Obrazach litewskich) budował się ludem, który płakał na kazaniach jubileuszowych w początkach 19 stulecia, jednał się z Bogiem przez dobrą spowiedź i podawał rękę do zgody swoim nieprzyjaciołom, usuwając waśń i nienawiść z serca.

Niech ten jubileusz utrwali w nas przywiązanie do Kościoła i jego hierarchii duchownej, byśmy mogli z całego serca powtórzyć słowa Psalmisty w zastosowaniu do naszego Syjonu, do Kościoła na niewzruszonej opoce zbudowanego: „Jeśli cię zapomnę Jeruzalem, niech zapomniana będzie prawica moja. Niechaj przyschnie język mój do podniebienia mego, jeślibym na cię nie pomniał, jeślibym nie pokładał Jeruzalem na początku wesela mego” (9). Amen.

Ks. Jakub Górka

 

–––––––––––

Ks. Dr. Jakób Górka PROFESOR TEOLOGII PRZY SEMINARYUM BISKUPIEM W TARNOWIE. Kazania okolicznościowe. Tom I. Kraków. NAKŁADEM AUTORA. GŁÓWNY SKŁAD W KSIĘGARNI Z. JELENIA W TARNOWIE. DRUKIEM W. L. ANCZYCA I SPÓŁKI. 1916, ss. 152-161.

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono).

——————————————————————————————————————————————————-

Pozwolenie Władzy Duchownej:

Nihil obstat.

Tarnoviae, die 29. Maii 1916.

Dr. I. Stanczykiewicz

censor librorum.

Nr. 1719.

Imprimatur.

Ab Ordinariatu Episcopali.

Tarnoviae, die 29. Maii 1916.

† Leo, Eppus.

 

——————————————————————————————————————————————————-

Przypisy:

(1) Wypowiedziane do Sodalisów 21 października 1913 r. w Tarnowie.

(2) Jan 21, 15-17.

(3) Dz. Ap. 9, 5.

(4) Jan 12, 32.

(5) „Chwalcie Pana wszyscy poganie, chwalcie Go wszystkie narody. Bo się umocniło nad nami miłosierdzie Jego, a prawda Pańska trwa na wieki”. Ps. 116, 1-2.

(6) Ps. 54, 13-15.

(7) Dignitas Petri in indigno haerede non deficit; na 256 papieży było świętych 76, których czcimy na ołtarzach; oprócz nich wielu słynęło cnotami, życiem nieposzlakowanym.

(8) Porównaj jego wyznania, tłumaczone w Bibliotece dzieł chrześcijańskich str. 123-128 (*).

(9) Ps. 136, 5-6.

 

http://www.ultramontes.pl/gorka_o_trwalosci_kosciola.htm

Advertisements

2 uwagi do wpisu “O trwałości Kościoła katolickiego

  1. IZRAEL: KPINA Z CHRYSTUSA !!!

    Jezus Chrystus jako wrzeszcząca małpa, która podczas ukrzyżowania jest wyzywana od nazistów – taki izraelski filmik wywołuje oburzenie na chrześcijańskich portalach. Wcale nie chciałem obrazić chrześcijan. To satyra na chrystianofobicznych Izraelczyków – mówi „Rz” żyd Roy Arad
    (…)
    Konwencja programu „Toffee i Goryl” jest prosta. Seksowna dziewczyna w bikini (Toffee grana przez aktorkę Dawn Rosenzweig) siedzi na kanapie i rozmawia z kukłą małpy (porusza nią i podkłada głos izraelski komik Barry Pepper).
    (…)
    W pierwszej scenie Toffee i Goryl siedzą koło siebie na kanapie:

    – Szalom! – wita się Toffee. – Oglądacie program „Toffee i Goryl”. Mówimy tu o najważniejszych wydarzeniach w historii żydowskiego narodu od zamierzchłej przeszłości aż do teraz. Dzisiejszy odcinek dotyczy ukrzyżowania Jezusa (Jeszu). Słyszałeś kiedyś o Jezusie?

    – Słyszałem, że był zacną postacią – odpowiada goryl.

    – Nie, Jezus był wrogiem narodu żydowskiego. Próbował nawrócić nas wszystkich na chrześcijaństwo. Chociaż zdarzają się dobrzy chrześcijanie, dla Żydów stanowią śmiertelne zagrożenie. Zagrażają pokojowi żydowskiego narodu.

    – Chcę się zasymilować! – krzyczy nagle małpa.

    – Wiesz chociaż, co to znaczy się asymilować? To znaczy p… się z gojami. A to jest coś, czego żadna z nas, ani ja, ani ty, byśmy nie chciały.

    – Chcę, żeby moje dzieci jadły czekoladę Toblerone! Chcę stać się gojem. Nudzi mi się tutaj, Toffee! Chcę żyć w Szwajcarii z gojami, jeść Toblerone przez cały dzień! – upiera się goryl.

    Toffee z politowaniem kiwa głową i wzdycha:

    – Okej, kochany. Skoro kochasz Jezusa tak bardzo, zagrasz jego rolę.

    Następuje druga scena filmu.

    – Jestem Judaszem Iskariotą – mówi z groźną miną Toffee.

    – A ja jestem Jezusem! – krzyczy małpa, która ma na głowie długą brązową perukę mającą przedstawiać włosy Chrystusa. – Chcę, żeby wszyscy zostali chrześcijanami. Jedli wieprzowinę i Toblerone i dobrze się bawili. Czy wy, widzowie, też tego chcecie?

    – Z tego powodu cię ukrzyżuję! Jak śmiesz nauczać takich rzeczy niewinnych Żydów! – denerwuje się Toffee.

    Kukła małpy zostaje umieszczona na drewnianym krzyżu.

    – Boże, dlaczego mnie opuściłeś?! – krzyczy goryl, gdy Toffee wbija mu młotkiem gwóźdź w lewą łapę.

    – Jesteś nazistą, Jezusie, jesteś nazistą!

    – Toffee! Nie! Boję się! Chodziłem po wodzie. Nie, nie jestem Chrystusem! To jakaś pomyłka. Jestem Mojżeszem, naszym nauczycielem! Nie dźgaj mnie gwoździami. Toffee, nie!

    – To tylko jeden gwóźdź, ty tchórzu – śmieje się Toffee i zaczyna walić małpę młotkiem po głowie.

    Goryl dalej straszliwie krzyczy, a następnie w teatralny sposób „kona” na krzyżu.

    Film wywołał oburzenie chrześcijan w Stanach Zjednoczonych i innych krajach Zachodu. Internauci uznali go za przekroczenie wszelkich granic dobrego smaku. „To jedna z najobrzydliwszych rzeczy, jakie kiedykolwiek widziałem. Czy ludzie nie mają już dzisiaj żadnych hamulców?”– napisał Twain.

    Inni internauci piszą o nierównym traktowaniu wrażliwości Żydów i chrześcijan, pytając, co by się stało, gdyby jakaś zachodnia telewizja potraktowała w ten sposób symbole religii judaistycznej.
    (…)
    http://www.rp.pl/artykul/651188.html?p=2

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s