Rotmistrz „Huragan”

Cytadela warszawska - rozstrzelanie

„CZWARTEGO GRUDNIA 1866 ROKU W FOSIE CYTADELI WARSZAWSKIEJ ODBYŁA SIĘ OSTATNIA EGZEKUCJA UCZESTNIKA POWSTANIA STYCZNIOWEGO. JEDNAK TO NIE POLAK STANĄŁ TEGO DNIA PRZED PLUTONEM EGZEKUCYJNYM. OSTATNIM STRACONYM UCZESTNIKIEM ZRYWU BYŁ DAWNY WOJSKOWY ROSYJSKI, MITROFAN PODHALUZIN, JUNKIER (PODCHORĄŻY) 4. PUŁKU KOZAKÓW DOŃSKICH” !!!

*****

 

Ten sam łańcuch

W Powstaniu Styczniowym 1863-1865 obok Polaków walczyło również kilkuset ochotników cudzoziemskich reprezentujących kilkanaście narodowości. Byli wśród nich Węgrzy, Czesi, Serbowie, Włosi, Francuzi, Niemcy, Austriacy, Anglicy, obywatele Szwecji, Norwegii, Luksemburga…

Wszakże najliczniejszą grupę w szeregach naszej „legii cudzoziemskiej” stanowili dezerterzy z armii rosyjskiej. Było ich ogółem trzystu, w tym 47 oficerów i podoficerów. Wśród 274 przypadków w których udało się ustalić ich narodowość, najliczniej reprezentowani byli Rosjanie (187 osób), a także Rusini nieco ahistorycznie zaliczani dziś do Ukraińców  (50) bądź Białorusinów (17).

Wielu okryło się sławą, jak kapitan Paweł Bogdanow (odznaczył się pod rozkazami Chmieleńskiego i Bosaka), porucznik Andriej Potiebna (poległ pod Pieskową Skałą), artylerzysta Paweł Jakobi (ranny w bitwie pod Nieznanicami), czy sztabskapitan Matwiej Bezkiszkin (autor memoriału do cara Aleksandra II O sposobach likwidacji wrogości między Polakami a Rosjanami, następnie oficer partii Mariana Langiewicza, potem Zygmunta Jordana, wreszcie dowódca samodzielnego oddziału partyzanckiego działającego aż do kwietnia 1864 roku w Sandomierskiem). W rosyjskich siłach zbrojnych zdarzały się też przypadki podawania się do dymisji oficerów sympatyzujących z Polakami, a nawet samobójstwa (w tym szczególnie głośne – pułkownika Korffa z garnizonu warszawskiego, po tym jak otrzymał on rozkaz wymarszu przeciw powstańcom).

Różne były motywy działań Rosjan walczących u boku Polaków. W grę wchodziły koneksje rodzinne (np. matka sztabskapitana Bezkiszkina była Polką), modne w niektórych kręgach rosyjskiej inteligencji polonofilstwo, sympatia dla narodu walczącego o wolność, ucieczka przed brutalnością panującą w armii carskiej albo też ideowy sprzeciw wobec caratu. Aleksander Hercen, nestor rosyjskiej emigracji politycznej, nawoływał z Londynu: Jesteśmy z Polakami, bo ten sam łańcuch nas skuwa.

 

Odsiecz znad Donu

Kozacy Dońscy uchodzili za najwierniejszych strażników imperium carów. Ich udział w akcjach represyjnych wobec polskich wystąpień niepodległościowych ściągnął na nich nienawiść naszych patriotów. Paradoksalnie wielu Dońców, choć bezlitosnych w walce, z szacunkiem traktowało Polaków za ich waleczność i umiłowanie wolności.

Nie wiemy, co zaważyło na wyborach Mitrofana Podhaluzina. Stacjonował w Królestwie Polskim od 1858 roku, co najmniej od 1861 współpracował z naszymi środowiskami patriotycznymi, m.in. współorganizując manifestację w Horodle. W maju 1863 r. jego pułk skierowano przeciw powstańcom.

Podhaluzin przy pierwszej okazji przeszedł na stronę polską. Zrazu wstąpił do „partii” pułkownika Dionizego Czachowskiego, naczelnika wojennego województwa sandomierskiego, jako zwykły szeregowiec. Szybko poznano się na jego umiejętnościach kawaleryjskich i skierowano go pod rozkazy rotmistrza Junoszy, dowodzącego oddziałem jazdy krakowskiej. Już wkrótce postawa Dońca zachwyciła jego towarzyszy broni.

Nieustraszonym męstwem, prawdziwie lwią odwagą i bez granic poświęceniem wprawił w podziwienie cały oddział…. – wspominał po latach jego przyjaciel, Ksawery Lipowski.

Podhaluzin szybko dosłużył się stopnia porucznika. Początkowo powierzono mu dowództwo plutonu konnego, następnie samodzielnego oddziału „kozaków powstańczych”. Miał pod komendą średnio od 40 do 60 kawalerzystów. Nie brakło wśród nich dezerterów z rosyjskich formacji dragońskich i kozackich.

Na jesieni 1863 roku oddział Podhaluzina powrócił pod rozkazy pułkownika Czachowskiego. Niestety, już 6 listopada nad ranem w Krępie Kościelnej siły polskie zostały zaskoczone przez rosyjskich dragonów. Zgrupowanie powstańcze zostało zniszczone. Pułkownik Czachowski poległ w trakcie odwrotu pod Jaworem Soleckim. Porucznik Podhaluzin odniósł ciężką ranę. Przez kilka tygodni ukrywał się, korzystając z pomocy ludności wiejskiej. Potem zdołał przemknąć się przez kordon graniczny i znaleźć schronienie w Galicji.

 

Znów w boju

Waleczny Doniec szybko wylizał się z ran. Rychło zapragnął powrócić na pole walki. Zgłosił się pod rozkazy generała Józefa Hauke-Bosaka. Otrzymał awans do stopnia rotmistrza oraz dowództwo nad szwadronem olkuskim w krakowskim pułku kawalerii powstańczej. Następnie wyróżnił się m.in. w bitwach pod Cisowem i Opatowem. Zdobył wiekopomną sławę jako rotmistrz „Huragan” („Uragan”).

Niestety, klęska insurekcji była przesądzona. Interwencja mocarstw zachodnich na którą liczyli patrioci nie nastąpiła. Oddziały powstańcze wykruszały się. Na miejsce poległych i wziętych do niewoli nie zgłaszali się już nowi ochotnicy. Coraz więcej uczestników zrywu wycofywało się z szeregów, próbowało wtopić się w miejscową ludność bądź ratowało się ucieczką za kordon.

Wszakże „Huragan” nadal kontynuował swą walkę. Dopiero w maju 1864 roku, niemal w rocznicę swego akcesu do sił powstańczych, wycofał się wraz ze swym oddziałem do zaboru austriackiego.

W Galicji Podhaluzin ukrywał się dzięki pomocy Polaków, pod nazwiskiem Jana Zalewskiego. Po jakimś czasie został jednak aresztowany i osadzony w więzieniu w Tarnowie, a następnie, w marcu 1865 roku wydany władzom rosyjskim.

Umieszczony w Cytadeli Warszawskiej z godnością zniósł długie śledztwo. Uznany winnym zdrady stanu, dezercji oraz udziału w godności oficera w różnych bandach buntowniczych, został skazany na karę śmierci przez rozstrzelanie. Wyrok wykonano 4 grudnia 1866 roku.

Mitrofan Podhaluzin był ostatnim powstańcem styczniowym, wobec którego zastosowano tak srogą formę represji. Spoczął w ziemi polskiej, obok około 50 sarmackich patriotów, wśród nich członków Rządu Narodowego z Romualdem Trauguttem na czele, straconych w Cytadeli Warszawskiej za udział w zrywie 1863 roku.

 

Bracia Moskale

Według niepełnych danych, podczas represji w zaborze rosyjskim w latach 1862-1866 rozstrzelano lub powieszono 669 uczestników wystąpień niepodległościowych. Znalazło się wśród nich aż 89 ochotników rosyjskich, rusińskich i innych, byłych wojskowych armii carskiej (ponad 13,30 proc. ogółu straconych!). Pierwsi zginęli współpracujący z Polakami konspiratorzy Łotysz Iwan Arhold i Rusin Piotr Śliwicki, rozstrzelani w Modlinie w czerwcu 1862 roku (na pół roku przed rozpoczęciem Powstania Styczniowego). Wśród straconych znalazł się również wspomniany wyżej sztabskapitan Matwiej Bezkiszkin, powieszony 17 maja 1864 roku w Radomiu (jego postacią zachwycił się m.in. Stefan Żeromski), również Jakób Lowkin służący pod Hauke-Bosakiem, rozstrzelany w Kielcach, i wielu innych. Zamyka tę tragiczną listę Mitrofan Podhaluzin, Kozak Doński.

Dla „przyjaciół Moskali” walka u boku Polaków była olbrzymim dramatem – wszak nawet ci z nich, którzy byli zdeklarowanymi przeciwnikami caratu, równocześnie uważali się za rosyjskich patriotów. Tymczasem Powstanie Styczniowe przybrało postać wojny między dwoma narodami. W tej sytuacji akces do powstańczych „partii” sytuował ochotników rosyjskich na pozycjach zdrajców własnej ojczyzny i ściągał na nich potępienie ogromnej większości ich rodaków. Również wśród Polaków spotykali się oni z podejrzliwością, a niekiedy odrzuceniem. Wyjątkowo tragicznie potoczyły się losy kapitana Nikiforowa, który wpierw zasłynął męstwem w bitwie pod Sosnowcem, a następnie, na skutek intryg niesłusznie oskarżony o szpiegostwo, został rozstrzelany przez powstańców. Również Aleksander Hercen bywał obrzucany obelgami przez niektórych naszych emigracyjnych radykałów (gorącogłowi krzykacze nie zdawali sobie sprawy, że są marionetkami w ręku policji rosyjskiej prowadzącej przeciw Hercenowi szeroką operację dezinformacyjną).

 

Dziedzictwo dwóch cieni

Dzisiaj, wiedząc jaką postać przybrała ostatecznie rewolucja w Rosji, skłonni jesteśmy dworować sobie z naiwnego idealizmu rosyjskich XIX-wiecznych burzycieli starego porządku. „Carskie więzienie narodów” wcale nie okazało się złem absolutnym, przeciwnie, to jego zburzenie w 1917 roku rozwarło wrota piekieł nad Rosją i znaczną częścią świata. Trzeba też podkreślić, że carski despotyzm, mimo całej swej bezwzględności, mimo predylekcji do knuta i nahajki, nigdy nie sięgnął u nas po metody tłumienia buntów stosowane choćby przez republikańskie reżimy w Europie Zachodniej. Represje po zdławieniu Powstania Styczniowego, aczkolwiek brutalne, nie dorównywały strumieniom krwi płynącym ulicami Paryża zaledwie kilka lat później, ani tym bardziej wcześniejszemu ludobójstwu w Wandei.

Tym niemniej trudno oprzeć się wzruszeniu czytając słowa Hercena składającego hołd polskiemu umiłowaniu wolności, w godzinie naszej klęski:

TAK, BRACIA POLACY, BEZ WZGLĘDU NA TO, CZY PRZYJDZIE WAM ZGINĄĆ W WASZYCH NIEPRZEBYTYCH MICKIEWICZOWSKICH LASACH, CZY WRÓCICIE JAKO LUDZIE WOLNI DO OSWOBODZONEJ WARSZAWY – ŚWIAT NIE MOŻE ODMÓWIĆ WAM PODZIWU. CZY ZAZNACIE NOWEJ ERY NIEZALEŻNOŚCI I ROZWOJU, CZY ŚMIERCIĄ SWOJĄ ZAKOŃCZYCIE ODWIECZNĄ, BEZPRZYKŁADNĄ WALKĘ – JESTEŚCIE WIELCY. BŁOGOSŁAWIONA OJCZYZNA WASZA – CHOĆ W CIERNIOWEJ KORONIE, MOŻE BYĆ DUMNA ZE SWOICH SYNÓW. SPLOTŁY SIĘ W WAS SZLACHETNIE I Z WDZIĘKIEM DWA WIELKIE DZIEDZICTWA DWÓCH CIENI WIELKICH – CZYSTOŚĆ, ENTUZJAZM I WIERNOŚĆ RYCERZA Z WALECZNOŚCIĄ I MOCĄ DAWNEGO RZYMIANINA. CHWAŁA WAM!

Andrzej Solak

http://www.pch24.pl/rotmistrz-huragan,19635,i.html#ixzz2mg4ftmoJ

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Rotmistrz „Huragan”

  1. Pingback: Rotmistrz „Huragan” - 3obieg.pl | 3obieg.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s