Jan Kochanowski – „Proporzec albo Hołd Pruski”

hołd pruski II

CZY NASTANĄ JESZCZE WIELCY POLSCY KRÓLOWIE ?!!

*****

W dniu 19 lipca 1569 roku książę pruski Albrecht Fryderyk Hohenzollern, na sejmie w Lublinie przyrzekł wierność królowi polskiemu Zygmuntowi Augustowi składając mu poddańczy hołd lenny. Z tej okazji, wielki polski poeta doby romantyzmu, Jan Kochanowski, napisał wiersz pod znamiennym tytułem: „Proporzec albo Hołd Pruski”, będący czymś w rodzaju naocznej relacji z tamtej uroczystości.

 

PROPORZEC ALBO HOŁD PRUSKI

Jego Młści Panu, Panu Stanisławowi Mińskiemu z Mińska, etc.

PRZEDMOWA.

 

Śliczna Pieris (która pierwsze rymy moje

Fortunnie niech zaczyna) wielkie łaski twoje

Każe wdzięcznie wspomionąć; a jakiej są godne

Wdzięczności, przez te wiersze podać nieozdobne.

Bo za nie godzienbyś był złota bogatego,

Które pełnem strumieniem pędzi z dalekiego

Kraju luzytańskiego Tagus nieprzebrniony,

Złoty piasek na obie wymiatając strony.

Godzienbyś był i pereł, drogo nakupionych,

Jakie przeważni kupcy miewają z miejsc onych,

Kędy ośm nawigacyi żeglarze bywali

Odprawują, niźli się zaś nazad wracali.

Godzienbyś sławnodawnych mistrzów malowania,

I ręką Mętorową w mosiądzu rzezania;

Jeno szczęście tym rzeczom dobrze zabieżało,

Że ich ani ty pragniesz, ani ich mnie dało.

Przetoż niech piramidy, kto chce, i kolosy

Tobie stawi; a mnie Phoebus złotowłosy

Cudzą natenczas pracą zalecić się radzi

Dotąd, póki mię na tę górę nie wprowadzi,

Kędy wdzięczno-łaskawe boginie mieszkają,

Co z nich pisorymowie sławni wszytko mają;

U których aza ja też tej łaski nabędę,

Żeć się na co własnego za czasem zdobędę.

A teraz bierz z rąk moich Proporzec dzielnego

Pisoryma, w sarmackim kraju przedniejszego,

Który niech wróżką będzie przyszłej sławy twojej,

A wtenczas, o Bogini, złotej lutniej mojej

Dodaj dźwięku lubego i takiej wdzięczności,

Coby ją śpiewać mogła podług jej godności.

Kamień z laty upada, a czas nieprzetrwały

Marmur łamie i spycha niebotyczne skały.

Ale ślachetne rymy takową moc mają,

Że zazdrościwe lata ich nie pokonają.

Z temi się ja chcę stawić, na to pióro swoje

Sposabiać, by umiało sławić imię twoje.

 W. M. MEGO MIŁOŚCIWEGO PANA NANIŻSZY SŁUGA,

KRISTOPH KOCHANOWSKI.

PROPORZEC.

Zacny Koronny Hetmanie!

Wiem, żeć wszytkiego dostanie,

Czego trzeba ku bojowi

Dobremu walecznikowi;

Ale na zamiar co wadzi,

Mieć rysztunku i czeladzi?

Przetoż weźmi też ode mnie

Nie zbroję, kowaną w Lemnie,

Albo tarcz nieprzełomioną,

Od Cyklopów urobioną:

Lecz proporzec, pięknie tkany

I z Helikonu podany

Od córek wdzięcznej pamięci,

Bez których łaski i chęci

Hetmań, niech jaki chce, wstanie,

Sławy trwałej nie dostanie.

Oto w zacnym ubierze i w złotej koronie

Siadł pomazaniec boży na swym pańskim tronie,

Jabłko złote i złotą laskę w ręku mając,

A zakon nawyższego na łonie trzymając.

Miecz przed nim srogi, ale złemu tylko srogi,

Niewinnemu na sercu nie uczyni trwogi.

Z obu stron zacny Senat koronny, a wkoło

Sprawiony zastęp stoi i rycerstwa czoło.

Przystąp, Olbrychcie młody, zacnych książąt plemię,

Który trzymasz w swej władzy piękną pruską ziemię,

Z łask cnych Królów Polskich; uczyń panu swemu

Winną poczciwość, a ślub wiarę dzierżeć jemu.

Co tak ziścisz, jeśli spraw ojca cnotliwego

Trzymać się będziesz, z których on u pana swego

Był zawżdy w takiej wadze, że nie hołdownikiem,

Ale zdał się być jednym państwa uczesnikiem.

Jego tedy postępki mądre uczyniły,

Jego wiara i cnota, że, co srodze były

Pruskie kraje strapione ustawicznym bojem,

Wrychle jęły się cieszyć pożądnym pokojem.

Miecze na niezrobione lemięsze skowano,

Szable na krzywe kosy i na sierpy dano;

Morza i drogi bystrych rzek uspokojone,

Miasta z rumów upadłych znowu wyniesione;

Nieprzyjaciele w łaskę przyjęci, a owi,

Co ku zwadzie skłonniejszy, niż ku pokojowi,

Z myśli swej hardej byli do gruntu zniszczeni,

I w bojowych powodziach z głową ponurzeni

Sprawiedliwość wielka rzecz; tę po sobie mając,

Zacni królowie polscy, a Boga wzywając,

Nieprzyjaciele główne mieczem okrócili

I krzywd swoich nad nimi znacznie się pomścili;

Którzy, z płodnej Syryjej niedawno wygnani

Będąc, przeciw poganom na pomoc wezwani

Od pogranicznych książąt narodu polskiego,

Nie pomniąc dobrodziejstwa, dopiero wziętego,

Obrócili swe groty nad ludzkie nadzieje,

Nie na pogany, ale na swe dobrodzieje,

Psów przykładem wyrodnych, którzy z wilki mają

Dobry pokój, a stado zwierzone drapają.

Ale to wszytko na ich głowę się wróciło.

A ja, tego niechając, co przed laty było,

Dzień dzisiejszy poświęcić myślę rymem swoim

Za zdarzeniem, o piękna Melpomeno, twoim.

A już więc syn książęcy upadł na kolana

I wyznał swe poddaństwo i zwierzchnego pana,

Obiecując na swą cześć ktemu się znać wiecznie,

A wiarę panu swemu zachować statecznie.

 

Zatem mu jest do ręku proporzec podany,

Kosztownemi farbami wszytek malowany,

Wielki, świetny, ozdobny, jaki za lat dawnych

W żadnym szyku nie był znan, ani w bitwach sławnych.

Ten, jako skoro z drzewa swego był spuszczony,

A potem wzgórę na wiatr wolny wyniesiony,

Okazały się na nim rozliczne narody

Króle, wojska, hetmani, rzeki, miasta, grody.

Tam było widać Prusy, a oni wojują

Mazowsze, ludzi wiążą, wsi i miasta psują;

A Konrad przeciwko nim Krzyżaki prowadził

I nad głęboką Wisłą przy Dobrzyniu sadził.

Margrabiowie pomorską ziemię posiadali

I już Gdansk niedobyty zdradą otrzymali.

Starosta zamku bronił, a temu Krzyżacy

Na ratunek bieżeli i zbrojni Polacy.

Wilkowi owcę odjął pies niepościgniony,

Ale ją sam przedsię zjadł. Zamek obroniony,

Lecz dobrzy zakonnicy Polaki wygnali

I starostę, a sami zamek otrzymali,

Aż i wszytko Pomorze; król wojnę gotował,

A Czech się przeciw jemu z Krzyżaki spisował.

Żonę królewicowi z Litwy też niesiono,

I pokój między państwy wieczny stanowiono.

Mało dalej król wzajem Margrabstwo wojuje,

A cna Krystyna gardłem cześć swą odkupuje

Dobrowolnie, bo słowy poganin zwiedziony,

Jej zacną głowę, nie chcąc, rozdzielił z ramiony.

Tu już burda z Krzyżaki, którzy, swojej mocy

Nie ufając, u Czecha szukają pomocy.

Mazowszanin ściśniony Czechowi hołduje,

A za dobre sąsiedztwo Krzyżakom dziękuje.

Wnet potem Szamotulski przestawa z Krzyżaki,

Ale nawet, gdy bitwę stoczyli z Polaki,

Pomógł ich bić; tam Szary leży zmordowany,

Którego barziej boli zły sąsiad niż rany.

Inszy król, insze czasy; ludzie, syci boju,

Dali w moc dwiema królom radzić o pokoju.

Wyrok naszym nie kmyśli, przedsię go trzymają,

Ale się Niemcy czegoś więcej domagają.

Znowu wici roznoszą, lecz Papież hamuje,

A przesłuchawszy sprawy, Krzyżaki winuje.

A ci oto zaś z królem znowu się jednają,

Ale polscy biskupi na to nie zwalają.

Tamże piękny majestat był wymalowany,

Na nim król siedział, w myślach swoich rozerwany

Bo się nazad oglądał na to, co się działo

Przed nogami, nie patrząc, albo dbając mało.

Po nim Jagiełło Litwę jednoczy z Polaki,

A potem o pokoju rokuje z Krzyżaki.

Prózno podobno; bo patrz, jako wsi gorają,

A zamków między sobą przedsię dobywają.

Widać że było dalej dwie wojszcze ogromne,

Strzelbę na się składając i kopije łomne;

Stąd Krzyżacy, a z nimi Niemcy i Czechowie,

Stąd Polacy i Litwa, Ruś i Tatarowie.

W bok wojska król dwa miecza od Niemców przyjmuje,

Z drugiej strony Tatary Witułt już hamuje,

Ale ci przedsię serca drugim nie skazili,

Bo Polacy na głowę Niemce porazili.

Malbork zatem obegnan, a pod Koronowem

Dwie wojszcze z sobą czynią obyczajem nowem,

Bowiem w pół bitwy z obu stron odpoczywają

Raz i drugi, za trzecim Niemcy się mieszają.

Otóż Krzyżakom kwoli Czech Polskę wojuje,

Ale wyprowadzony toż u siebie czuje.

A Niemcy znowu przedsię pod Gołubiem gromią,

A ci, w bramę się cisnąc, szyję z mostu łomią.

Tu już zasię Krzyżacy z królem się jednają,

A Żmudzką płodną ziemię panom własnym zdają.

Król Duński z królem Polskim, mając podejrzane

Sąsiady, przysięgają na spiski podane.

Potem Czech wyrok czyni Polakom nachyło,

Ale szczęście Krzyżakom i w tem nie służyło,

Bo miasto złota, które z wyroku dać mieli,

Srebro kładli, a tego Polacy nie chcieli.

To w niwecz, znowu przedsię radzą o pokoju,

Ale sprawą cesarską przyszło zaś do boju,

Bo Niemcy pod przymierzem do Polski wtargnęli,

A jako Bóg chciał, i tak przedsię klęskę wzięli.

I ty masz tu swe miejsce, mężny Włodzisławie,

Bo widzę, że z Krzyżaki czujesz o rozprawie,

A potem bitwę zwodzisz z poganinem srogim,

Który (ach) miał się cieszyć twoim duchem drogim.

Patrzajże tu Prusaków, jako zamki psują,

A wygnawszy Krzyżaki, koronie hołdują;

Niemcy do kupy, naszy bitwę śmiele dali,

Ale sprawy nie było; nie dziw, że przegrali.

Zamki zatym służebni królowi podają,

A dawno zatrzymany swój żołd odbierają.

Krzyżacy przedsię znowu swego szczęścia kuszą,

Lecz za pańską pomocą ustępować muszą.

Tu pokój zasię poseł papieski stanowi,

A Krzyżak czołem bije polskiemu królowi.

Biskup niedobrej myśli, bo infułę kładzie,

Potem go z mistrzem widzę i z Prusaki w radzie.

Matyasz do Prus chodzi, lecz mu drogi bronią,

A Krzyżacy powinnej przysięgi się chronią.

Przeto znowu niepokój: Firlej zamki wali,

Wsi i miasta gorają, Niemcy już ustali.

Na końcu Olbrycht klęczy w książęcym ubierze,

A od króla chorągiew rozpuszczoną bierze.

Na niej skrzydła roztoczył czarny orzeł śmiały,

Niosąc w sercu zwyciężce wielkiego znak mały.

Śrzodkiem tego wszytkiego śrebrna rzeka płynie,

Którą, leżąc pod skałą przy powiewnej trzcinie,

Rozciągła Wisła leje krużem marmurowym,

Głowę mając odzianą wieńcem rokitowym,

A do morza przychodząc, drze się na trzy części.

Tam okręty, a przy nich delfinowie gęści

Po wierzchu wody grają, połyskując złotem,

Brzegi burstynem świecą; pierwsze lice o tem.

Z drugiej strony zaś tenże mistrz początki dawne

I dzieje był wyraził, na wszytek świat sławne

Słowieńskie: naprzód, jako mężne Amazony

Od Thermodonta przybił wiatr w Scytyjskie strony;

Potem, jako mieszkańce tamtych ziem trapiły,

A na koniec od ojców syny rozmówiły,

I szły z nimi, nabrawszy wszelakiego plonu,

Ku północy i siadły po obu stron Donu.

Z tego gniazda waleczny naród wstał za laty,

Grekowie starodawni zwali Sauromaty.

Ci w Europie i w pięknej Azyjej władali

I przezwiska obiema Sarmacyom dali.

Nie widziałeś tam zamku, ani miasta zgoła,

Ani zboża na polu, ani w jarzmie woła;

Aleś widział namioty, rózno rozsadzone,

I koni niezrobionych stada niezliczone.

A sami, tak mężczyzna, jako białegłowy,

Łuk i szablę przy boku niosąc, jadą w łowy,

Albo sąsiada budzą, jeśli gdzie ospany

Kosmate capy pasie i wielkie czabany.

Widać je przy wysokim wierzchu Promethowym,

Widać je z drugiej strony przy morzu lodowym,

I orły pograniczne rzymskie płocho siedzą,

Bo i przez wielki Dunaj oni drogę wiedzą.

To Wineci, skąd morze wineckie nazwano;

To Rossani, skąd ruski naród mianowano;

To Laxi, skąd Lach rzeczon, to możni Cekowie,

Od których imię mają dzisiejszy Czechowie.

To Bulgary, co naprzód płyną po Dunaju,

Po nich dzielni Słowacy, jednegoż rodzaju:

Więc Serby, więc Antowie, Bosnacy za nimi

I Karwaci waleczni z chorągwiami swemi.

przeciwko tym cesarze wojska zasadzają

Ze wszytkich stron, ale tył zawżdy podawają,

Mię mogąc gwałtu strzymać, a naród słowiański

Nie oparł się aż o brzeg wielki adryjański.

Patrzże, jako się sobią: broń nieuchroniona

W jednej ręce, a w drugiej kielnia ugładzona.

Owi na wszytki strony czujną straż trzymają,

A ci zasię obronne mury zakładają.

A którzy zaś na zachód słońca się chynęli,

Aż za wodę głęboką zimnej Laby wzięli;

Tak iż był niemal wszytko jeden opanował

Naród, co Bóg trojakim Neptunem warował.

Po tem wszytkiem Boreas Orythią niesie,

A gdziekolwiek przeminął, znać gościniec w lesie;

Sośninę wywróconą, dęby powalone,

A rzeki, lodowymi mosty utwierdzone.

Która powieść, bądź za rzecz prawdziwą twierdzona

(Bo kto tego nie wspomniał), bądź też tak zmyślona,

Znaczyła, że za laty miał wstać lud z północy,

Którego kraj południ nie miał zdołać mocy.

Malowaniem Proporzec takiem ozdobiony

Wziął natenczas od króla Olbrycht przerzeczony.

Zatem w trąby i w głośne bębny uderzono,

A zarazem i strzelbę ogromną puszczono.

Jako więc piorun trzaska w niepogodne czasy,

A niebo chmurne huczy i wzruszone lasy,

Łyskawice z obłoków czarnych wynikają,

A śmiertelne narody gromu się lękają.

Taki huk wstał natenczas; a kiedy król potym

Ruszył się z majestatu swego w płaszczu złotym,

Ruszyli się z nim wszyscy; tam, jako więc rany

Zefir na cichem morzu podnosi bałwany

Na pierwszym słońca wschodzie, które, póki czują

Łaskawy wiatr, leniwo naprzód postępują.

Potem za duższym duchem coraz gęstsze wstają,

A płynąc przeciw słońcu, daleko błyskają:

Tym kształtem ludzie wtenczas z miejsca się ruszali,

A ku swemu mieszkaniu społem pochadzali.

Ostatek dnia biesiady sobie przywłaszczyły

I tańce, i myśl dobra, i dźwięk lutnie miły.

Aleś ty, wielki królu, wtenczas o biesiady

Mało dbał i owszemeś pilnie szukał rady,

Jakobyś przywiódł w jedność dwa wielkie narody,

Życząc Litwie i Polszcze wiekuistej zgody.

Na co przodkowie twoi, acz grunt założyli,

Ale tobie twoją część przedsię zostawili.

Bo co waży pargamin i gęste pieczęci,

Przy piśmie zawieszone, jeśli nie masz chęci?

Co tedy prawem inszy, co nas przysięgami

Wiązali, ty nas sercem zepni i myślami.

A niechaj już Unijej w skrzyniach nie chowamy,

Ale ją w pewny zamek do serca podamy,

Gdzie jej ani mól ruszy, ani pleśń dosięże,

Ani wiek wszytkokrotny starością dolęże;

Ale synom od ojców przez ręce podana

Nieogarnione lata przetrwa niestargana.

A przypatrując się ja twej dzielności i tej

Chęci, którą masz przeciw Rzeczypospolitej,

Mam zupełną nadzieję, że w ten cel uderzysz,

Łaski pańskiej wzywając, do którego mierzysz.

Ku czemu droga tobie, królu, tem łatwiejsza,

Im rzecz, której podajesz, sama jest ważniejsza.

Bo gdzie ludzie pewniejszy zdrowia i swobody?

Jeno tam, gdzie się mocne zbuntują narody.

Miał Niemiec i z Polaka i z Litwina siły,

Póki te dwa narody spólnie się trapiły;

Ale skoro się zjęły, Niemcom śmiech oddali,

Którzy, cudzego pragnąc, swego postradali.

Tymże fortelem i dziś postąpić musiemy,

Jeśli nieprzyjaciela swego pożyć chcemy,

Abowiem przeciw mocy potrzebna jest siła,

A siła co innego, jeno gdzie ich siła?

Przetoż i każdy człowiek ma to z przyrodzenia,

Że chciw do towarzystwa i do zgromadzenia;

Czym by go był na przodku Bóg nie obwarował,

Źleby się był sam dzikim źwierzom odejmował.

Stąd zbory, stąd urosły miasta znamienite,

Stąd prawa i porządne rzeczypospolite,

Nad co, ku zachowaniu ludzkiej społeczności,

Nie ma świat nic lepszego z Boskiej opatrzności.

Za powodem samego tedy przyrodzenia,

Królu zacny, ludzkiego szukaj pomnożenia,

A ludzi jednej wiary i pana jednego

Przywiedź do związku węzła nieroztargnionego.

Tem nieprzyjacielowi serce masz zepsować,

A Rzeczypospolitej pokój ugruntować

I bezpieczeństwo całe; swemu imieniowi

Zjednasz cześć niepodległą żadnemu końcowi.

 

http://www.polskathebest.pl/jak-zdobywalismy-swiat/proporzec-albo-hold-pruski-reportaz-jana-kochanowskiego/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s